Czasami muszę zrobić coś, czego nie lubię – np. pójść „na pocztę” 😉
Wszyscy w domu, a w skrzynce awizo – no cóż, jak mus to mus.
Prawie południe, a ku mojemu zdziwieniu kolejka interesantów mimo 2 otwartych okienek.
Przy jednym stoi matka z około 3-4 latkiem. Dziecko negocjuje tonem zasadniczym kupno wszechobecnego badziewia, w obliczu odmowy robi to coraz natarczywiej i głośniej, wijąc się jednocześnie w spazmach u nóg matki.
Ta też już ma po dziurki w nosie – pełna sala, ludzie się gapią, dzieciak nie daje się uspokoić żadnymi argumentami – któż z nas tego nie zna?
Ci którzy dzieci nie mają? Albo ci, którzy mieli szczęście – ja miałam raz szczęście, później właśnie takie doświadczenia, a za trzecim razem już nie szczęście, ale wiedzę i doświadczenie.
Matka upocona, bo i dzień burzowy nie pomagał, umęczona szarpaniem się niesfornego malucha, w końcu wyszła z urzędu no i wtedy towarzystwo się odpaliło:
BEZSTRESOWE wychowanie rzekła „panienka z okienka”.
Ulala sobie mysle….
Te dzieci teraz takie roszczeniowe – na to pani podchodząca do okienka….
Coś tam jeszcze inni ponarzekali, a ja się tylko gryzłam mocno w język, żeby nie powiedzieć:
A MOŻE BY TAK NIE ROZSTAWIAĆ TEGO KOLOROWEGO BADZIEWIA po całym pomieszczeniu?
Przeszkadza ludziom w poruszaniu się, a rodzicom utrudnia załatwienie sprawy, bo DZIECI ZAWSZE były łase na kolorowe durnostojki.
I oczywiście histerie urządzane przez dziecko mogą być błędem w wychowywaniu – jednak niekoniecznie muszą.
Mam potrójne doświadczenie wychowania własnych dzieci – nie uważam, że czyni mnie to ekspertem spraw wszelakich, ale z racji przywiązywania wagi i uwagi do uważności w tym procesie – coś tam wiem.
I tym się mogę podzielić.
Otóż, są dzieci, które takich zapędów nie mają.
Moje dziecko pierworodne było zawsze powściągliwe i, gdy coś jej wpadło w oko, to bardzo spokojnie pytała, czy może to mieć.
Ale kiedy usłyszałam jak w zasadzie sama do siebie mówi, że „mamusia teraz nie ma pieniędzy, ale jak będzie miała, to NA PEWNO mi ciebie kupi (do laleczki z wystawy ten tekst)” – to serce mi zakrwawiło boleśnie :/
Drugie dziecko miało przyjść na świat, gdy będzie mnie stać na pampersy.
Dosłownie. Bo takie czasy były onegdaj, że pampersy były luksusem.
Przyszedł chłopiec jak malowany.
I przyszedł taki czas, że żeby zrobić zakupy w jakimkolwiek sklepie, to musiałam znaleźć dla niego opiekę.
Po pierwszych breweriach z rzucaniem się na podłogę i zalewaniem łzami, bo on koniecznie potrzebuje właśnie TEN samochodzik, bo TAKIEGO akurat nie ma, uruchomiłam cały szereg mądrych sposobów: umawianie się na coś, informowanie po co tu idziemy, uprzedzanie co może dostać i za ile, przypominanie, co już dostał, itp., itd.
Najlepszym sposobem okazało się….. zostawianie młodego pod czyjąś opieką daleko od sklepu 😊
Do trzech razy sztuka i tu zaszła zmiana
A może to kwestia, że znów dziewczynka?
Młoda od małego wychowywana była coachingowo – czyli w uważności i asertywnie.
Kiedy moja asertywność rosła – jej wzrastała wraz z nią, co oznaczało zupełnie inny model komunikacji i reagowania na jej zachowania.
Mnie i tak było całkiem blisko do coachingu przez całe dorosłe zycie, ale wtedy już miałam certyfikat, wiedzę i umiejętności.
Fajnie było przyjrzeć się swoim własnym reakcjom i zachowaniom, a później je modyfikować na lepsze.
Mój rozwój zmienił MOJE radzenie sobie ze wszystkim, więc również z wychowaniem dziecka.
Zawsze można zrobić coś lepiej – tylko bez samobiczowania, że późno, że nie było wiedzy, itp.
Po co? Teraz jest dobry i odpowiedni czas, więc zrób tak, żeby nowe dni był według nowych zasad.
Łatwo nie jest wprowadzić nowe nawyki, ale DA SIĘ!
I dzisiaj widzę, że wychowanie Młodej było o wiele łatwiejsze i spokojniejsze, czyli…….
BEZSTRESOWE!
Ale o bezstresowym wychowaniu będzie next 😊